Co może czuć chłopiec poszukujący odpowiedzi na pytania, na które tak ciężko odpowiedzieć? Co czują dorośli, których rodzinę spotyka uczucie przygnębienia, a co czuje osoba, która chce pamiętać, lecz jej pamięć jest ulotna? Powieść, z którą przyszło mi się zapoznać, poprzez dziecięcą ciekawość świata próbuje opisać nam codzienność, głębokie relacje oraz troski. Szczególną uwagę kieruje na relację wnuka z dziadkiem, na ich szczególną więź.

Jan jest chłopcem mieszkającym z rodzicami w Barcelonie. Gdy pewnego dnia do ich domu wprowadzają się dziadkowie, chłopiec cieszy się, lecz jego rodzice wydają się zmartwieni. Od tej pory atmosfera w domu staje się napięta, a dziecko czuje, że coś jest nie tak. Dziadek często odbiera Jana ze szkoły, czy też obiecuje naprawić stary zegar z kukułką. Dziadek Joan ma wnukowi wiele historii do opowiedzenia, a chłopiec wyczekuje tej jednej — historii pewnego drzewa.

Są odpowiedzi, które przychodzą same, po jakimś czasie, może jedna za drugą, jak okruchy chleba na grzbietach mrówek albo jak śpiew konika polnego wibrujący w powietrzu.

„Pamięć drzewa” Tiny Vallès (przekład: Andrzej Flisek) jest historią opowiedzianą z perspektywy chłopca. Wraz z nim obserwujemy relacje w domu, do którego wprowadzili się dziadkowie, zagłębiamy się w emocje Jana oraz przede wszystkim w jego próbę zrozumienia choroby dziadka. To właśnie ich relacja jest tutaj istotna, ponieważ dziadka oraz wnuczka łączy wyjątkowa więź. Autorka zdecydowała się na bądź co bądź krótką formę — każdy rozdział to zaledwie dwie lub trzy strony tekstu — a wybór ten bardzo dobrze odzwierciedla to, w jaki sposób myśli układają się w głowie dziecka. Mały Jan, choć zadaje mnóstwo pytań, choć dużo rozumie, to i tak ciężko mu przychodzi pojąć to, z czym przyszło zmierzyć się jego bliskim. W domu panuje napięta atmosfera, a każdy dzień nieuchronnie umyka z pamięci jednej z najbliższych mu osób. Jednak w tej relacji zawiera się coś jeszcze — tożsamość, a wraz z nią symbolika. Autorka poprzez danie głosu młodemu bohaterowi sprzeciwia się przekonaniu, że dzieci nie są w stanie zrozumieć kwestii przemijania, czy też choroby. Tutaj, patrząc na świat oczami dziecka, doceniając każdy element codzienności możemy spostrzec więcej niż na początku zakładaliśmy.

Puszczam się biegiem i zostawiam dziadka samego, nieruchomego jak drzewo. Niech będzie drzewem, niech będzie ulicą, niech będzie czymkolwiek, ale niech będzie. Albo niech zniknie natychmiast, w tej chwili. Niech nie wraca, niech zapomni drogę do domu, głową i sercem, i niech nie wraca. Ja o nic go nie pytałem.

Choć temat poruszony w „Pamięci drzewa” jest trudny i z początku obawiałam się, że ta powieść mnie przytłoczy, to szybko okazało się, że tak naprawdę nie musiałam się niczego obawiać. Co prawda zdziwiłam się lekko, jak szybko potrafiła mnie pochłonąć ta lektura, a przygodę z książką skończyłam jeszcze tego samego dnia. Bardzo podoba mi się w niej to, że jest taka przy życiu, że przypomina nam, by na chwilę się zatrzymać i docenić to, co mamy tu i teraz. Z jednej strony pod względem formalnym jest to lektura prosta, choć pod tą prostotą kryje się głębia. Mimo iż książka jest z rodzaju tych na jedno posiedzenie, to nie uważam, by można było szybko ją zapomnieć. To jest bardzo duży plus. Gdybym miała opisać ją trzema słowami, użyłabym tych: zrozumienie, delikatność, docenienie.

„Najpierw odejdzie pamięć, potem ja”, tak właśnie powiedział dziadek. Wszystko, co usłyszałem od mamy, już wcześniej wiedziałem, wiedziałem. Ale dziadek nie powiedział mi, że to dzięki pamięci jesteśmy tym, kim jesteśmy.

Powieść Tiny Vallès jest przepełniona mądrością oraz ciepłem. I choć porusza ona bardzo trudny temat, to nie zawahałabym się nazwać jej uroczą. W zapowiedziach można przeczytać, że to książka dobra i piękna jak „Ukochane równanie profesora”, a ja zgadzam się z tym stwierdzeniem. Gdy przypominam sobie co czułam przy powieści Yōko Ogawy, to są to podobne uczucia jak przy „Pamięci drzewa”. Nie są to zupełnie podobne do siebie historie, ale emanują takim samym ciepłem, wiąże je podobna tematyka i to, że obie poruszają czytelnika. A na pewno poruszyły mnie.

Ocena: 5 na 5.

Za możliwość zrecenzowania powieści, dziękuję Wydawnictwu Znak.

Dodaj komentarz