Bookhaul prosto z Norwegii – czyli kilka słów o tym, co zasiliło moją domową bibliotkę

Może zacznę od tego, iż moją bibliotekę miały zasilić maksymalnie trzy książki. Trzy książki… Nie więcej. Jak pewnie wielu z was się domyśla, ciężko było nie przekroczyć tego progu. I tak. Macie rację, ponieważ przywiozłam ze sobą do kraju trochę więcej, niż było na początku zamierzone. 

Jeśli obserwujecie mnie na instagramie, to pewnie wiecie, iż dokładnie miesiąc temu wyjechałam na niecały tydzień w odwiedziny do mojej przyjaciółki do Norwegii. Był to  pierwszy raz, kiedy to sama wyleciałam poza granicę Polski, tak więc, trochę tych potyczek na początku było, ale dałam radę i jestem z siebie dumna. Szczegółową relację jednak zostawię dla siebie, bo za dużo by było do opowiedzenia. 🙂

Kupiłam książek dziewięć… Dziewięć! Tak, wiem. Dużo… No cóż, wylatując z Polski, moja walizka była prawie pusta, i uwierzcie mi, po wpakowaniu do niej tylu egzemplarzy – nadal było w niej sporo miejsca. Najwyraźniej nie umiem się pakować jak stereotypowa kobieta, której walizka nie potrafi się domknąć. Trochę ciuchów, kosmetyki i za duży bagaż. Meritum tego wywodu. Ale do rzeczy. Przedstawię Wam książki, które kupiłam w Norwegii z ich odpowiednikami polskimi, o ile te zostały u nas wydane. 🙂

Karl Ove Knausgård „Min kamp. Første bok” / Lubimy Czytać

Na pierwszy ogień idzie „Moja walka. tom 1″ Karla Ove Knausgårda. Autobiografia znakomitego pisarza norweskiego. Jest to mój faworyt w tym zestawieniu książkowym. Nie mogłam jej nie kupić, tak po prostu. Dlatego, gdy ją tylko zobaczyłam, nawet się nie zawahałam. Polskie wydanie posiadam, przeczytałam  i jestem nią szczerze zachwycona. Ciężko mi nawet napisać jej recenzję, ponieważ mam wrażenie, że za każdym razem nie ujmuję wszystkiego, co chciałabym przekazać. Autor potrafi opisywać pospolite codzienne czynności w taki sposób, że ja – osoba, która kocha akcję, nienawidzi szczegółowych opisów – czyta tę książkę, która notabene jest jednym wielkim szczegółowym opisem, jak najlepszą powieść i nie nudzi się. Nie wiem, na czym polega magia, ale w moim mniemaniu to fenomen. Jakim cudem książka która, dla większości jest nudnym bełkotem, dla mnie jest czymś niesamowitym? Naprawdę cieszę się, że mogę ją przeczytać ponownie, tym razem w oryginale. 

Jørn Lier Horst „Jakthundene” / Lubimy Czytać

Jørn Lier Horst jest jednym z najpopularniejszych współczesnych norweskich pisarzy kryminałów. Aż dziw, że do tej pory nie zdążyłam nic tego autora przeczytać. Niestety w mojej biblioteczce nie posiadam żadnego tomu w polskiej wersji językowej. Zbieram się do zakupu od dłuższego czasu, lecz nie jest mi z tym po drodze. Chyba za dużo nieprzeczytanych książek czeka na mojej półce. Z tego, co wiem, nie jest to pierwszy tom serii, choć ten fakt jakoś szczególnie mi nie przeszkadza, zważając na to, iż większość serii, które do tej pory przeczytałam, zaczynałam od środkowych tomów. Do czasu, jak się za nią zabiorę, myślę, że zdążę uzupełnić serię. Może w oryginale?

J. K. Rowling „Harry Potter og Dødstalismanene” / Lubimy Czytać

Myślę, że tej oto książki nikomu nie trzeba przedstawiać. Ja zaliczam się do osób, które w swoim życiu nie przeczytały całej serii o Harrym Potterze. Za sobą mam bowiem „Zakon Feniksa” i to czytany dawno temu w podstawówce. W domu posiadam pierwszy tom w oryginale oraz ten, po norwesku w twardej oprawie z obwolutą. Jest to najgrubsza cegła ze stosu, która ma 681 stron na grubym papierze. Rozmawiałam ze znajomą ze studiów właśnie na temat Harry’ego Pottera w norweskiej wersji językowej. Uparłam się, że jeśli zobaczę jakikolwiek tom tej serii, od razu go kupię. To, że trafiło na najgrubszy, świadczy chyba tylko o tym, że muszę się zabrać do nauki. Z Harrym powinno być dobrze na początek, tak myślę. 😉

Dan Brown „Engler od demoner” / Lubimy Czytać

Myślę, że Dana Browna również nie muszę nikomu przedstawiać. „Anioły i demony” czytałam raz i to już jakiś czas temu. Książki w polskiej wersji językowej nie posiadam, za to mam ją po norwesku, jak i po szwedzku (choć szwedzkiego się nie uczę – kupiłam ją od Pauliny z Marchewkowej Skandynawii, w myśl zasady, iż znając norweski, można czytać również literaturę szwedzką). Nie ukrywam, iż jest to już bardziej zaawansowana poziomem językowym lektura, i poczeka ona sobie, aż lepiej „ogarnę” norsk språk.

Herbjørg Wassmo „Hundre år” / Lubimy Czytać

To, co zdecydowanie mogę powiedzieć na temat norweskiego wydania tej powieści, to fakt, iż dziecko z okładki zdecydowanie mnie przeraża. Oczywiście, pewnie dramatyzuję, jednak ta okładka jest według mnie niepokojąca. Tylko mam nieodparte wrażenie, iż może bardzo dobrze odzwierciedlać zawartość, której notabene jeszcze nie miałam okazji poznać. Dlatego też mam kilka pytań do osób, które lekturę mają już za sobą. Jakie są wasze odczucia względem niej? Może polskie wydanie bardziej wam się podoba? A może podzielacie moje zdanie względem dziecka z okładki? 😉

Margit Sandemo „Ensom i verden” / Lubimy Czytać

Jeśli obserwujecie mojego bloga, to pewnie wielu z was wie, iż jestem ogromną fanką twórczości Margit Sandemo. Całą Sagę o Ludziach Lodu pochłonęłam i stopniowo odświeżam sobie tę serię ponownie. Nie bez powodu postanowiłam ją całą zrecenzować. Chcę Wam ją przybliżyć i podzielić się z Wami moimi odczuciami względem jej. 🙂 Dlatego też, gdy zobaczyłam ją na półce z gazetami w norweskim sklepie Kiwi – nie wahałam się i jaka by cena nie była, musiałam ją mieć. Jest to jedna z dwóch książek, które są nowe, a nie używane (i najdroższe swoją drogą).

Jonas Moström „Den du ikke ser” / Lubimy Czytać

Przeglądając wszelakie strony norweskich księgarni internetowych w poszukiwaniu tych, które oferują wysyłkę poza granice kraju (nie znalazłam takich…), często przewijał mi się przed oczami ten oto kryminał. Nigdy jednak nie zainteresowałam się nim na tyle, by cokolwiek o nim poczytać. Jednak będąc tam na miejscu, książka przykuła moją uwagę, i choć nie wiedziałam, o czym ona jest – postanowiłam ją kupić. Do niedawna nie wiedziałam, iż została wydana również w Polsce, jednak jest to dla mnie duży pozytyw, ponieważ zawsze można porównać oba wydania, prawda? 🙂

Pozwólcie, że przejdę teraz do książek, które nie zostały wydane po polsku, a które zakupiłam z myślą, iż w najbliższym czasie przeczytam. Wybaczcie, jeśli opisy fabuły będą trochę niejasne. Wynika to z tego, iż tłumaczę je w miarę moich możliwości (przypominam, iż będę teraz na drugim roku studiów i nie dysponuję poziomem językowym C1 – na razie). 🙂

Yrsa Sigurðardóttir „Syndsforlatelse” / Kagge Forlag AS

syndsforlatelse

Yrsa Sigurðardóttir jest znaną islandzką pisarką kryminałów. O autorce słyszałam wiele dobrego, lecz do tej pory nie miałam okazji poznać jej twórczości. Książka, którą kupiłam, a którą tu widzicie, została wydana w 2018 roku, nie ma jej polskiego wydania i myślę, że jeszcze trochę sobie na nie poczekamy. Niedługo, bo dokładnie 31 października nakładem wydawnictwa Sonia Draga ukaże się inna powieść tej autorki pod tytułem „Odziedziczone zło”.

Nastoletnia dziewczyna zostaje brutalnie pobita na śmierć w kinie, w którym pracuje, a jej ciało zostaje zabrane przez zamaskowaną osobę. Klipy wideo, w których dziewczyna prosi o przebaczenie, są wysyłane do jej znajomych ze snapchata. Kiedy w końcu zostaje znaleziona, jej ciało zostaje oznaczone numerem drugim.

Nastoletniego chłopca spotyka ten sam los kilka dni później, a kolejne klipy, w których prosi on o przebaczenie, trafiają do mediów społecznościowych. Jego ciało oznaczone jest numerem trzecim.

Huldar angażuje się w śledztwo, a wraz z nim psycholog dziecięcy – Freyja, która podejrzewa, iż morderstwa związane są z mobbingiem, a mają charakter zemsty. Pytaniem brzmi: czy Freya i Huldar zdołają uratować życie, jeśli uda im się odnaleźć wzór w planie zemsty.

Torborg Igland og Amund Hestsveen „Flukten” / Gyldendal

21470110-_uy630_sr1200630_

Tę książkę pozostawiłam na koniec. Jest to pierwszy tom z cyklu Beta i jak się okazuje, w moje ręce trafił prawdopodobnie egzemplarz recenzencki, który ktoś postanowił oddać do Fretexu (sklepy z tanią używaną odzieżą, książkami, artykułami do domu, itp.). By odnaleźć informację na temat lese-eksemplar, przeszukałam mnóstwo stron internetowych, ale wciąż nie mam 100% pewności co do tego, czy rzeczywiście jest to egzemplarz recenzencki. Wiele na to wskazuje. O cyklu nie wiem zbyt wiele, ale to jedynie podsyca moją ciekawość. Mam wrażenie, iż jest to trochę podobna historia do „Igrzysk śmierci” Suzanne Collins, jednak w wersji dla młodszych czytelników.

42290719_1103718313128804_1393384238039957504_n

Wiadomość tkwi w stosie, który znajduje się w ścianie za Jorem. Ktoś ją odbierze. Ale jak? Skandia trzyma wszystkich w żelaznym składzie. Czy jest ktoś, kto ośmieli się przeciwstawić generałowi? A gdzie jest Kodak – czy Livni go wskazała?

W innej wersji naszego świata, przez dziesięciolecia po zamachu, tożsamość krajów skandynawskich została wymazana, a totalitarne państwo Skandia rozrosło się. Katastrofy pozostawiły naturę pełną trucizny, a ocean niedostępny. Sztuka, literatura i muzyka są zabronione. Niewielu wie, jakie jest życie rodzinne, większość dorasta w cierniach, z ostrą konkurencją, którą można wybrać do szkolenia oficerów i uprzywilejowanego życia. Tuż przed przerażającą selekcją, 15-letni Kodak, Livni i Jor odkrywają okrutną tajemnicę. Coś musi się stać. I widzą, co muszą zrobić …

Tak, więc oto moje dziewięć nowych nabytków czytelniczych. Prezentują się o tak…

42310660_1977297825624082_2483024940048056320_n

PODSUMOWANIE

Wszystkie książki oprócz powieści „Syndsforlatelse” oraz „Ensom i verden” kupiłam w norweskich sklepach Fretex. Pozostałe dwie w delikatesach Kiwi na stoisku z gazetami i były to najdroższe egzemplarze, jakie zdobyłam. Praktycznie wszystkie wyglądają jak nowe. Niektóre mają jedynie lekkie zagięcia na obwolucie, jednak nijak nie przeszkadza to w czytaniu, ani jakoś szczególnie nie cierpią na tym estetycznie.

Jak się to wszystko kalkuluje? 

Otóż, wszystkie powieści w twardych oprawach kosztowały mniej więcej 52nok, wydania tradycyjne około 23nok. „Syndsforlatelse” kosztowało 179nok, natomiast „Ensom i verden” 169nok. W sumie w przeliczeniu na polskie złote, wydałam niecałe 300zł za wszystkie książki. Czy to dużo, czy mało oceńcie sami. Według mnie bardzo się opłacało, zważając na to, iż nie wiem, kiedy ponownie polecę do Norwegii. Trzeba uzupełniać zapasy. 😉

Co myślicie? Może już czytaliście jakąś powieść i macie coś ciekawego do opowiedzenia? Zachęcam do pozostawienia komentarza i gratuluję wytrwałości w przeczytaniu tego wszystkiego. 😀 A jeśli tu dotarłeś drogi czytelniku, to mam dla Ciebie kilka zdjęć z samego wyjazdu, po to, byś po tym wszystkim co przeczytałeś, mógł nacieszyć się Skandynawią i pięknym krajobrazem.

Na dziś to już wszystko. Mam nadzieję, że wytrwaliście. 🙂

Vi ses! 

4 myśli na temat “Bookhaul prosto z Norwegii – czyli kilka słów o tym, co zasiliło moją domową bibliotkę

  1. 300 zł za 9 książek to całkiem rozsądna cena, wychodzi trochę poniżej 35 zł za sztukę, więc jak na polskie standardy to norma 🙂
    Boże, jaka ta Norwegia jest piękna *.* Jestem totalnym świrusem, jeśli chodzi o Skandynawię – uwielbiam tamtejszą kulturę, języki, krajobrazy… Wszystko 😀
    Pozdrawiam! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s